O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ulubione
Tagi
|
niedziela, 06 maja 2012
Prawo do błędu...i harmonia...
6 maja....2012 roku.... niedziela... Długi weekend powoli odchodzi w zapomnienie… Jutro czas na powrót do pracy.. Odpoczęłam… rozleniwiłam się… To był dla mnie towarzysko bardzo aktywny czas… Właściwie każdego dnia spędzałam przemiłe godziny w towarzystwie przyjaciół… znajomych… Fajnie spędzony czas… i dobra energia, która w sposób widoczny mnie otacza… Jakiś spokój i harmonia… ale… żeby nie było zbyt różowo i lukrowo… Po lekturze zaprzyjaźnionych blogów, a także w bezpośrednim zderzeniu moich weekendowych spotkań z przyjaciółmi naszła mnie taka refleksja… Dlaczego do jasnej cholery…. ludzie na siłę chcą uszczęśliwiać innych ludzi dobrymi radami… nieproszonymi refleksjami… mądrościami życiowymi… i „wszystko wiedzeniem lepiej”…. I tak Zuzia mówi Wojtkowi, że ta Basia… co to się z nią spotyka… to głupia jest i ma sobie ja podarowac… A nawet jak tak jest… i będziemy mieli racje… to kto dał nam prawo mieszania w czyimś życiu. Niech się Wojtek przekona sam, że Zuzia jest do bani… albo i nie… Dajmy mu popełnic błąd… To jego prawo… A jakie prawo ma Gosia mówic Kasi, że jest za gruba… i błogosławieństwem dla niej są cwiczenia fizyczne… bo jak nie… to skończy na wózku inwalidzkim… To wybór Kasi…. Nie jest głupia, to inteligentna dziewczyna… może sama dojdzie do wniosku, ze ruch to zdrowie… a jak nie… pewnie będzie szczęśliwa grubaską… Dlaczego Ziutek, który zakochał się na zabój…. i zdradził żonę…. musi wysłuchiwac opinii kilku pań, że jest prawie dupkiem i skur…..m…. Jego sprawa… jego czyny… on musi z tym życ… No łatwo komuś dawac rady… piętnować… potępiać… oceniac… Wiem… bo sama jeszcze często tak robie… ale uczę się… i idzie mi dobrze…. mówic w takich przypadkach… masz prawo do własnych opinii i swojego postępowania! To twoje życie…. Pozwólmy naszym bliskim popełniac błędy… samemu wyciągać wnioski… mają do tego prawo… Nie oceniajmy…. Nie musimy nawet akceptowac…. Ale nie oceniajmy… To takie proste… a jednocześnie dla niektórych bardzo trudne…. Jeżeli ktoś będzie chciał naszej rady… opinii… po prostu nas o nią poprosi… Ja mam dzisiaj na koncie dwa sukcesy… najpierw przyjaciel poprosił mnie o rade w pewnej delikatnej kwestii… poradziłam… mam nadzieje sensownie… a następnie przyjaciółka opowiedziała mi o swoich emocjach… Wysłuchałam… uspokoiłam… a na końcu powiedziałam… akceptuje każda Twoja decyzje… bo to Twoje życie… Mam nadzieje, że bez wymądrzania się… spokojnie… z dobra energią… przywróciłam harmonie… w tych sytuacjach… I teraz najważniejsze… czuje się z tym znakomicie… a moim przyjaciele są także w całkiem niezłych nastrojach …. To działa… trzeba tylko spokojnie spojrzec… serduchem… a wszystko wskoczy na odpowiednie tory…. Każdy z nas jest inny… ale porozumienie… zrozumienie i spokój… w pewnych sytuacjach… jest możliwy do osiągnięcia… bo nic nie dzieje się po nic…a pewni ludzie...pojawiają się w naszym życiu...zupełnie nieprzypadkowo... To tak jakbyśmy mieli do przerobienia lekcję...
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Bajki z życia wzięte... część II
30 kwietnia...2012 roku...poniedziałek
Żyła raz sobie dziewczynka… Duża..dorodna …i całkiem miła… pewnego dnia..zupełnie niespodziewanie …napisał do niej liścik… pewien pan… co wypatrzył ja na portalu społecznościowym Ów liścik napisany był doskonałą polszczyzną …w dobrym stylu, dowcipnie… bardzo spodobał się panience..Miała słabość do inteligentnych…. a także dlatego ,że było w nim wiele komplementów chwalących przymioty jej ducha i ciała… No cóż… która białogłowa nie lubi być hołubiona.. odpisała więc panu z ochotą… dziękując za miłe słowa pod swoim adresem… Pan znowu nadpisał i tak to rozpoczęła się korespondencja… Przy okazji.. ale na samym początku… wyszło na jaw… że pan ów posiada żonę , dzieci… a pewnie i wnuczęta..bo daleko w latach posunięty był. Mówiąc wprost..i bez owijania w bawełnę… zaproponował panience… romans bez zobowiązań… nie przerywając uroczej korespondencji i nie zaniżając jej klasy… Panienka się nie zgodziła..Polubiła pana… ale pan był już wiekowy… a na dodatek żonaty…. więc podziwiała w listach nadal jego inteligencje i takt… i tyle…. Pisało im się wspaniale… pojawiła się miedzy nimi nic porozumienia… ba… nawet sympatii… Pan od czasu do czasu nadal nawiązywał do niemoralnej propozycji jaką złożył niegdyś panience… ale ona nadal pozostawała nieugięta… i z uroczym wdziękiem… odmawiała… Wymiana korespondencji trwała nadal… Panienka zaczęła uważać już pana… prawie za przyjaciela..często korzystała z jego męskiej mądrości..w rozwiązywaniu swoich życiowych problemów… i nawet zapomniała, że kiedyś złożył jej niemoralną propozycję… Ale widać pan nie zapomniał… i zupełnie niespodziewanie jak zaczął tę korespondencję… tak ją teraz zakończył… bez słowa wyjaśnienia… Kiedy panienka zapytała… o co chodzi… dostała odpowiedź… że pan nie będzie tracił cennego czasu na niezdecydowane… dupy… I tyle było …tłumaczenia… A morał tej bajki jest następujący… jak pan Ci proponuje romans… to po odmowie … nie próbuj się z nim zaprzyjaźniać… I nie chwal jego intelektu… skoro..olałaś… jego… fiuta… A drugi morał jest taki; nawet bardzo inteligentni mężczyźni… mogą okazać się w pewnych sytuacjach… całkiem zwykłymi..chamami…
piątek, 27 kwietnia 2012
Jest... dobrze...
27 kwietnia...2012 roku... piątek... No i myknął czas… nie wiedziec kiedy…. przeleciało dwa tygodnie… W tym czasie przyszła sobie… chyba na dobre pani Wiosna…i piękną żółcią forsycji… i nieśmiałą zielenią traw… poprawiła mi nastrój… No nie znaczy ,że jest rewelacyjnie… bo nie jest… ale jest dobrze… W mojej głowie zagościł jakiś spokój… taka mała harmonia… To z pewnością moja medytacja przynosi efekty… Zmienia mi się spojrzenie na wiele spraw.. To co kiedyś wydawało mi się dziwne… niezrozumiałe… teraz akceptuje bez zastanowienia… Staram się nie oglądać się za siebie… z przeświadczeniem… że to co było… to było… i analizy co by było gdyby… niczego już nie zmienią… Ważne stało się dla mnie TU I TERAZ… Nie robię żadnych dalekosiężnych planów… żyje właściwie… z dnia na dzień…. Ale z nadzieją na lepsze jutro na wszystkich płaszczyznach mojego życia… Tak jakbym zaprogramowała się …na szczęście… zaufanie… spokój… Nie dopuszczam do siebie myśli… że coś może mi się nie udac… To fajny stan ducha… Zdaje się ,że nazywa się optymizm… No przyszedł do mnie… nie wiadomo skąd… i oby pozostał… Nie mam jakiś spektakularnych życiowych sukcesów… Ot takie zwykłe małe… radości..zwykłe codzienności , które się dzieją… szczęśliwie zakończona spora robota w pracy… codzienny kontakt przez telefon z moimi przyjaciółkami… całkiem zdrowa i niezbyt upierdliwa mamcia… uratowana długoletnia przyjaźń skazana już na stracenie… rodząca się powoli… nowa… ale fajna znajomośc.. …. z nadzieją na prawdziwa przyjaźń… itd… itd… To takie moje całkiem zwykłe… maleńkie radości… W ostatni weekend ukończyłam kurs Reiki pierwszego stopnia… Nie planowałam tego… To podziało się samo… Wielkie przeżycie emocjonalne… piękna radośc… spokój w serduchu… Tak miało być… i chęc pomocy …sobie… w odnalezieniu siebie… i innym… Dowiedziałam się znowu paru rzeczy o sobie… to z pewnością pomoże.. wiele w swoim życiu zmienic… W sprawach damsko-męskich maleńkie zawirowanie… Spory tłumek zainteresowanych..chcących…pragnących… ale nic… nad czym… nad kim warto byłoby się zatrzymac… pochylic… Przynajmniej tak to wygląda na teraz… zobaczymy co się podzieje… Puszczam wiosła… niech się rzeczy dzieją same… Wiem już jedno… im bardziej chcę… tym gorzej mi wychodzi… Mam oczy szeroko otwarte… ale przestał mnie gonic czas… Mój nowy bliski kolega… bardzo mądrze powiedział : miłości nie wyczarujesz na zawołanie… Póki co… cieszę się ,że udało mi się uporządkowac moje emocje co do J… w końcu od rozstania minęło 19 miesięcy… Żarna czasu zrobiły swoje… ale ja im dzielnie pomogłam… Nie ma już we mnie bólu… żalu… pamiętam tylko piękne chwile… i tak ma pozostac…. Co prawda na zawsze pozostanie w moim sercu… wspomnienie po tej miłości… bo inaczej się nie da… ale w tym serduchu jest już miejsce na nową miłośc… daj Boże… szczęśliwszą i bardziej spełnioną… I stąd wiem , że jestem zdrowa… bo nie zamykam się na..szczęście… Przed nami długi weekend… dla mnie zaczyna się… od wtorku… bo w poniedziałek jeszcze pracuję… Nie mam żadnych wielkich planów… ale… kawa z jedna przyjaciółką… mały drink w towarzystwie drugiej przyjaciółeczki… może babski wypad do niedalekiego „wielkiego” miasta… a… wyjście do kina na fajna komedię… a… no zadbam troszkę o moje grzeszne ciało… i uruchomię domowe spa… co by się te potencjalne kandydaty do mojej ręki… nie poprzestraszali.. No pod bronią muszę być… a co…:)) Fajnego wypoczynku życzę wszystkim… i przesyłam mnóstwo pozytywnej energii…. oooo…. leciiii…:)))
czwartek, 12 kwietnia 2012
Bajki z życia wzięte... częśc I...
12 kwietnia 2012 roku... czwartek... Była raz sobie zwykła dziewczynka… ani brzydka ani ładna… ani dobra..ani zła… Ot taka sobie zwyczajna kobietka… marzyła o swoim Księciu …ciepłym przytulnym domu… o dzieciach… i cholera wie o czym jeszcze… Siedziała sobie na zapiecku maminego pieca… i było jej całkiem dobrze..tylko czasem smutno… bo Książę się nie pojawiał… Nazwijmy ją Zuzą… Zuza żyła w czasach Internetu więc.. długie wieczory umilała sobie korespondencją z różnymi panami…. Byli to stajenni… koniuszy… chłopy pańszczyźniane… czasami książęta najczęściej bez …rodowodu… Najbardziej do serca przypadł Jej jeden chłopiec… co był zdaje się skrybą.. w pałacu Księcia… Nazwijmy go Ziutkiem.. Odzywał się on do Zuzy..od czasu do czasu..żeby broń Boże …się nie narzucać… Wymieniali uwagi o pogodzie, życiu… i innych duperelach… Ziutek od czasu do czasu… żeby się broń Boże Zuzi nie narzucać..przemycał w korespondencji nieśmiałe komplementy na temat Jej urody… .i chwalił przymioty umysłu… Zuzia odwzajemniała się tym samym… Mijały miesiące… upływały lata… Przyjaźń korespondencyjna… oparta na smsach… mailach… i sporadycznych telefonach… trwała..Wiedzieli o sobie tyle… ile sobie powiedzieli… i ile powiedzieć chcieli… nic ponadto… i było im z tym dobrze… Pewnego dnia Ziutek uświadomił sobie ,że Zuzia jest najważniejszą osobą w Jego życiu… i chciałby z Nią to życie… dzielić …Zapytał więc Zuzię..czy mógłby się do Niej wybrać z wizytą… Mocno zdziwiona. zgodziła się..z wahaniem… Przyjechał… zaprowadziła go do pięknego… zadbanego ogrodu… Ziutek nie chciał czekać już dłużej… Padł na kolana… dumnie wyciągnął z kieszeni pierścionek z brylancikiem… i oświadczył się oniemiałej Zuzi… Nie mogę zostać Twoją żoną… zakwiliła Zuzia… Dlaczego?..szczerze zdziwił się Ziutek… Przecież bardzo się lubimy… a nasza przyjaźń trwa od lat… i jesteśmy sobie bardzo bliscy… Czekałam… i czekałam… ale Ty nie mogłeś się zdecydować… Wtedy poznałam Romana… Od pięciu lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem …o spójrz… tam w …po drugiej stronie ogrodu bawią się nasze dzieci… Marysia ma cztery… latka… a Wojtuś …dwa… Ziutek stał i wpatrywał się w Zuzie z rozdziawioną gębą… bo właśnie doznał największego rozczarowania w swoim życiu… spóźnił się w swoim życiu… dokładnie o pięć lat… a na dodatek zupełnie tego nie zauważył… Każda bajka ma swój morał… więc ma go i ta….. Nic i nikt nie jest nam dany na zawsze… na wciąż… Zanim się obejrzymy… namyślimy… zrozumiemy… zdecydujemy…. to zazwyczaj jest już…. po obiedzie…. Nam pozostaje gorzki deser… w postaci rozczarowania i niespełnienia…. chociaż nie możemy mieć pretensji do losu… mieliśmy swoja szansę… tylko myśleliśmy, ze jeszcze mamy czas… z podjęciem decyzji... Cholera...pędzę... może nie przegapię jeszcze chociaż kilku okazji... :))
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Jajcowe...refleksje...
9 kwietnia..2012 roku... poniedziałek... No bo niby wszyscy je wysyłamy.. przesyłamy …dzwonimy i piszemy… Ja najwięcej życzeń wysyłam mailowo… w tym roku wysłałam coś 20-kila… Życzenia mają dla mnie magiczną moc… są czymś w rodzaju dobrego zaklęcia… które rzucam… jak dobra wróżka… czarodziejka.. ( nie mylic z wiedźmą, czy czarownicą :)) )… Dlatego zawsze przygotowuje je starannie… rozważam każde słowo… wybieram obrazki symboli świątecznych…… dodaje kawałeczek dobrego serducha … szczyptę życzliwości… i całe morze pamięci… Wychodzą… całkiem niezłe… Wysyłam je potem do swoich bliskich… i dalekich… wraz z dobra energią… I jakoś mi wtedy tak fajnie na duszy… Lubię ten czas kiedy fruną życzenia…:)) Wśród adresatów jest rodzinka… przyjaciele… znajomi… koleżanki z pracy… i byli „narzeczeni”…. W tym roku dostałam niewiele życzeń… może z 10-sięc… Kilka maili… parę smsów… może dwa..trzy w bezpośrednich rozmowach… przez telefon… I tak jakoś… nie we wszystkich poczułam… to co w życzeniach najważniejsze… nie usłyszałam szczerości i dobrej energii… tylko jakąś bylejakośc.. No smutne… ale prawdziwe…. Obserwuję także inne dziwne zjawisko… a mianowicie milczenie świąteczne… moich bliskich..przyjaciół… z którymi mam kontakt codzienny.. bardzo dobry… Tak jakby dali sobie urlop..dyspense na telefony i maile i smsy… na czas świąteczny… Oczywiście nie wszyscy …ale sporo..takich… Za to zaskakują Ci… których nie do końca się spodziewałam… Dzwoni regularnie…. ten , który zniknął… „Królik z kapelusza”… oraz delikatnie puka smsami mój nowy… hmmm bliski… kolega ( bez podtekstów… hi..hi…) z którym fajnie mi się rozmawia… No miło… że nie wszyscy zapomnieli.. Dlatego… apeluję… odejdźcie od stołów i zadzwońcie do swoich znajomych …bliskich… przyjaciół… to będzie dla nich fajna ..świąteczna …niespodzianka… oblejcie ich..woda… chociaż przez …telefon… Taki nowoczesny śmigus-dyngus… Pozdrawiam świątecznie… cieplutko…
wtorek, 03 kwietnia 2012
Królik... z kapelusza...
3 kwietnia...2012 roku...wtorek.... Cały rok byłam grzeczna.. no dobra… większość roku…:)) No liczyłam, że na Święta Wielkiej Nocy dostanę jakiś fajny prezent od losu..wielkanocnego króliczka… czy innego zająca… No nie mam wielkich oczekiwań… raczej minimalistyczne… jakiś bukiet białych tulipanów… miłe… i zaskakujące życzenia od znajomych… dalekich i bliskich… jakieś piękne wyznanie miłosne… w formie maila… lub smsa… od nieznajomego… nagłe zaproszenie na randkę… Ale chyba niezbyt jasno wizualizowałam swoje marzenia życzeniowe… bo nastąpiło jakieś przekłamanie na linii ja… i moja wyższa świadomość… bo… ano.. właśnie… Wczoraj odezwał się do mnie pewien pan… zwany przeze panem „platformą”.. z racji pracy właśnie na platformach wiertniczych… wspominałam i Nim na blogu… Znamy się od lutego ubiegłego roku..To był pierwszy facet… o którym pomyślałam ciepło… z opcją na przyszłość..po traumatycznym rozstaniu z J. Wydawał się taki normalny , rodzinny …ciepły i kochany… Pojawił się w moim życiu nagle… i jeszcze szybciej… zniknął… w bliżej nieokreślonych okolicznościach..bez słowa… „Za chwilę”… równie nie oczekiwanie się pojawił… Nie próbował się nawet jakoś specjalnie tłumaczyć… Ot… jestem..kochanie… Rozwód… synek… problemy rodzinne… sama Go usprawiedliwiałam… Znowu zniknął… i za jakiś czas się odezwał… Coś tam tłumaczył… ale już nie słuchałam zbyt uważnie… Odnalazł się… na pewnym portalu randkowym… przez przypadek… Znalazła Go moja przyjaciółka… napisałam mu wtedy liścik… krótki..treściwy… z klasą.. bez inwektyw… w treści… idź sobie… nigdy nie wracaj i bądź szczęśliwy… Nie odpisał…. Wywaliłam Go ze swojego życia… spaliłam wszystkie złe emocje jakie się podziały… i od listopada… nie zaszczyciłam nawet jedna myślą… ani dobra… ani złą.. I nagle wczoraj …odezwał się… po pięciu miesiącach… pominę milczeniem jakie bzdury wypisywał… męska klasyka… najbardziej rozbawiło mnie stwierdzenie..że On cały czas o mnie myśli… Noż…. kurwa… nie wątpię ….i wiem zwłaszcza kiedy myśli… cholera jasna… jak patrzy na zdjęcia i uprawia intensywne „prace ręczne „… zwane …naukowo… masturbacją…::)))) Aż się zatrzęsłam… ze złości… a za chwilkę…. głośno się śmiałam… No może się chłop w rurę uderzył…. na tej platformie..to same rury wokół …i rura wpadła w rezonans.. z Jego chorą głową… no i usłyszał głos… ze swoich.. hmmm dolnych partii ciała ....płynących… Pewnie nigdy się nie dowiem…:)) Co tam… jedźmy… nikt..nie woła…:))) No to mam od losu… wielkie..hmmm..mocno nieświeże… i na dodatek…. z niespodzianką… jajo wielkanocne…. No taki zbuk mi się trafił… a… zbok…. też… no znaczy dupek kompletny. I wyskoczył jak królik… z kapelusza… Znaczy jak jajo..i królik… to u mnie już całkiem Wielkanoc… .hi..hi..hi.. I gdzie tu męska logika??!! No facet wyraźnie nie docenia mojej inteligencji... albo myśli...ze po paru miesiącach moja desperacja sięgnęła... szczytów... No jaja..na dzielnicy są...że zacytuje klasyków kabaretu...i tak... jajcarsko...zakończę... ::))
sobota, 31 marca 2012
Mój przyjaciel..P...
31 marca...2012 roku...sobota... Wczoraj, popołudniem wybrałam się na kawę...do mojego przyjaciela... Robimy sobie takie kawki dwa, trzy razy w miesiącu...Prócz tego dzwonimy do siebie i często rozmawiamy na gg. Piotr był moim dobrym kolegą... nie wiem kiedy... ale już bardzo dawno... awansował na przyjaciela..takiego prze duże "P".. Opis osobniczy: lat 39... wolny... blondyn w okularach o ciepłym, ujmującym uśmiechu, wykształcenie wyższe, dobra praca w "służbach mundurowych", niewysoki, ma swoje pasje... jest uczciwy, słowny... marzy o założeniu rodziny i...dwójce dzieci... A.. razem chodzimy sobie na medytację... No to zakupiłam ciasto... i pojechałam...Piotruś wrócił ze szkolenia służbowego..i był w znakomitym humorze..Już w drzwiach przywitał mnie słowami: witaj Ty..moje słoneczko...Hmm... no aż tak ładnie zazwyczaj się do mnie nie zwraca... Ale zaraz wyjaśniła się tajemnica Jego wylewności...Kiedy mocno cmoknął mnie na przywitanie... zaleciało..piwkiem... No tak... po szkoleniu poszedł z kolegami na piwko...Podejrzewam..ze musiał wytrabic..coś..ze trzy..bo nie był pijany.. ale lekko rozluźniony...Mnie to absolutnie nie przeszkadzało... hi..hi.. uśmiechał się tylko częściej... i był wyjątkowo rozmowny... Poopowiadaliśmy sobie... jak zwykle zresztą... co tam się u każdego z nas podziało...Doradzamy sobie często... w różnych sprawach.. Korzystam z Jego porad.. zwłaszcza kiedy potrzebuje tzw. męskiego punku widzenia.. a On... oczekuje ode mnie podpowiedzi w kwestiach od tzw. babskiej strony... Współpraca układa nam się całkiem fajnie... Wczorajsza rozmowa też była sympatyczna... i miła... Nie obyło się bez tematów damsko-męskich...z intymnościami na temat...seksu... a jakże... W domu byłam dobrze..po 23... Tak..jakoś zleciało... Ponieważ z Piotrusiem łączy mnie długoletnia przyjaźń...zawsze kiedy się witamy...i żegnamy... dajemy sobie soczystego buziaka... w dziubek...i robimy "misia"... Z tego to powodu... często... a nawet nagminnie biorą nas..za parę... i zastanawiają się pewnie...co niektórzy... jak tych dwoje się znalazło... Bo "fizycznie" wyglądamy razem..dośc komicznie... Ja ... wysoka...postawna... on...mały... raczej szczupły... Za to duchowo... jest synchronicznie... Fajnie się dogadujemy...nadajemy na podobnej częstotliwości.... Bardzo się lubimy...szanujemy... No dobra..powiem w końcu o co chodzi... bo zaraz zaśniecie...czytając... :)). Obydwoje jesteśmy wolni...ale...nie jesteśmy parą... i prawdopodobnie nigdy nie będziemy... I właśnie wczoraj siedząc u Niego na kanapie... zastanawiałam się... dlaczego nie da się "przeskoczyc" bariery fizyczności... Dlaczego...pomimo porozumienia duchowego...lubienia...nic się nie podzieje... No nie ma chemii... iskry Bożej nie czujemy...obydwoje...zresztą... i koniec... I tak dwoje ludzi...którzy mają sporo do zaoferowania idzie przez życie samotnie... mając siebie "po przyjacielsku"... On trafia na idiotki... ja na...dupków... i o tym sobie rozmawiamy... Dobrze chociaż... że nie zagrała nam ta fizycznośc... synchronicznie... gorzej gdyby jedno patrzyło na drugie "jak chłop na babę"... a drugie " po przyjacielsku"... No tak jest... nic nie poradzimy...Ale... w dekolt mi zagląda... i zastyga wzrokiem...kiedy nawilżam...dośc często..swoje...podobno...zmysłowe usta...wazeliną... No... znaczy... zdrowy jest... bo to przecież...chłop...i ma patrzenie...hmmm...punktowe...hi..hi...i lekko wyobraźnia mu rusza... :))) No... dobre.. i to..:)) No...niestety..ostatnio...jedyne co na mnie..leci... to deszcz... :((
środa, 28 marca 2012
Męski romantyzm...
28 marca... 2012 roku... środa... Natchnęło mnie dzisiaj po lekturze kilku blogów i rozmowie z przyjaciółką przeanalizowac… co to znaczy męski romantyzm… i jak on ma się do naszych, babskich oczekiwań… Romantyczny facet kojarzy nam się z kimś emocjonalnym..uczuciowym… To Ktoś kto kupuje kwiaty… obowiązkowo na tzw. okazje… i tak..sam..z siebie… bez okazji… przysyła czułe smsy… dzwoni w ciągu dnia, aby zapewnic nas , że tęskni i kocha… a że pragnie..to już standard… Facet- romantyk zaczyna grę wstępną od czułych słówek do ucha… zapalenia zmysłowego kadzidełka… i świecy… w sypialni… Zaprasza nas do kina… koniecznie na komedie romantyczna… ideałem byłoby gdyby lekko popłakiwał z nami nad losem bohaterów… Wzrusza Go bezdomny pies… i co rano z takim samym zachwytem mówi nam : jesteś piękna… spoglądając na nasza..nieumalowaną buzię… Słucha z nami romantycznych kawałków… zagląda nam w oczy… wzdycha… kocha na zabój.. i świata nie widzi poza nami… A jak jeszcze szepcze wiersze do ucha.. to już ideał… Oczywiście każda z nas ma inne wyobrażenie o romantyczności i inne oczekiwania w tej dziedzinie… Facet- romantyk to egzemplarz na wymarciu… bardzo rzadko spotykany… Najczęściej trafiają się nam romantycy- rzekomi… To ktoś taki , który wykonuje wszystkie te opisane przeze mnie czynności… oraz inne…( inwencja własna) … w celu zatrzymania przy sobie swojej kobiety… a głównie po to… co by ja łatwiej namówic..do jakiejś… chociaż najmniejszej… aktywności w sypialni… bądź też dla tzw. świętego spokoju… Zdarzają się… ale bardzo rzadko… romantycy z urodzenia… i to są prawdziwe perełki… Dla tych panów kupic maleńki bukiecik kwiatów dla swojej kobiety… to wielka przyjemnośc… Kobiety strzegą takich panów jak największego skarbu… i wcale się im nie dziwię… Ale jest jeszcze jeden rodzaj romantyzmu… taki… z pozoru domowy… skromniutki… Zaraz powiem Wam jaki… Otóż przytrafił się on mojej koleżance … w pracy… Jej facet… a są razem ponad 20 lat… sam z siebie… podreptał do apteki… i zakupił Jej..preparat sojowy… łagodzący skutki menopauzy… bo widział jak się dziewczyna męczy… Wręczył Jej Go… jak wróciła z pracy… niczym bukiet najpiękniejszych kwiatów… w bonusie dostała… troskę… uśmiech… i miłośc… w oczach… I to jest taki zmodyfikowany… najpiękniejszy …męski romantyzm… jakiego i Wam… dziewczyny..i sobie najszczerzej życzę!! No kwiaty.. świece… prezenty… oczywiście… też maja znaczenie… a i owszem… hi..hi…
poniedziałek, 26 marca 2012
Białe tulipany...
26 marca..2012 roku... poniedziałek.. Nie wiem… czy to wiosenne słońce za oknem…. czy..wspomnienia… ale ogarnęła mnie jakaś tęsknota… Zatęskniłam za spacerem… w moim kolorowym płaszczyku… u boku ukochanego mężczyzny… żeby trzymał mnie za rękę… i żeby bezwstydnie zaglądał mi w oczy… I żeby mi kupił bukiet tulipanów… najlepiej białych…. No w ostateczności..żółtych… za czerwone też się nie obrażę… Żaden mężczyzna nie kupił mi nigdy bukietu tulipanów… zdarzały się róże.. i inne … ale nie tulipany… No niestety… nawet tych małych.. zwyczajnych marzeń.. tej wiosny spełnic się nie da… Jest poważny problem… z ukochanym mężczyzną… z tulipanami… o wiele łatwiej… Tak… kto wie jak smakuje miłośc… ten zrozumie moje tęsknoty… Tęsknię… za miłością i normalnością… Nieczęsto się do tego przyznaję… ale dzisiaj… nie mogłam tego nie napisac…. nie mogłam...za bardzo tęsknie... za mocno boli... za dobrze..pamiętam... No taki dzień...
piątek, 23 marca 2012
A jednak....
23 marca 2011 roku...piątek Pamiętacie moją przyjaciółkę... tę.. z którą przyjaźniłam się 30 lat...i z którą pokłóciłam się ponad miesiąc temu? Tak... Przez 30 lat byłyśmy nierozłączne... telefony kilka razy dziennie...częste odwiedziny... wspólne wypady na kawę... na zakupy...czasami wspólne wakacje... Czasem śmiech...czasem łzy...Razem źle... bez siebie jeszcze gorzej.... Ot...babska przyjaźń...taka sobie... Kolejna wymiana zdań...ostra jak chili... i poszło... Tym razem żadna się już nie odezwała... chociaż do tej pory nasze fochy trwały na maksa...kilka dni... A teraz pięc tygodni... Nie... żeby mi Jej ... aż tak bardzo brakowało... nie... ale...podświadomie czułam...że coś jest nie w porządku...Ostatnio śniła mi się dwa razy... Po ostatniej medytacji...coś kazało mi do niej zadzwonic... Zadzwoniłam dzisiaj... nie odebrała telefonu... Po godzinie zadzwoniłam po raz drugi.... Rozmawiałyśmy przez półtorej godziny... tak ..jakby nic się nie wydarzyło... bez sztuczności... na luzie...spokojnie... Jutro idziemy na kawę...I to nie tak, że zapomnimy słowa, które padły przedtem...My je zwyczajnie...odstawiłyśmy gdzieś na półkę.. Nie wiem jak Ona ... ale ja... mam jedno postanowienie.... zachowac dystans... To jej życie... i nie mam już zamiaru nie pytana stawac do odpowiedzi...Żadnych rad życiowych... puszczam wiosła... i zobaczymy co się podzieje... Dobrze sie czuje po tej naszej rozmowie... jakby wreszcie wszystko wróciło na swoje miejsce... Nie wiem jak będzie... ale mam w duszy jakiś spokój... czas pokaże...Może to milczenie było nam potrzebne dla oczyszczenia atmosfery... dla docenienia tego co było... | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||